Do napisania tego artykułu skłoniły mnie, powstające teraz jak grzyby po deszczu, blogi zajmujące się tematyką oszczędzania i inwestowania. Mój blog również jest młody, jednak został założony w trochę innym celu niż inne. Nie dążę (na razie) do niezależności finansowej, ale zbieram pieniądze na konkretny cel - studia.
Wielu blogerów stawia sobie cele czysto finansowe, np. APPFunds (droga od zera do 3 milionów) czy Rentier (pierwszy milion do 1 stycznia 2017 r.), których - swoją drogę - serdecznie pozdrawiam. To bardzo dobrze, bo trzeba mieć jasny cel, do którego się dąży, ale jednocześnie uważam, że... powinni zmienić podejście. Ale o tym za chwilę.
Wiemy bardzo dobrze, że banki narodowe (zwłaszcza krajów rozwiniętych) dodrukowują pieniądze, aby zapewnić płynność finansową. Jest to obecnie, obok obniżki stóp procentowych, dość popularne. Dodrukowanie pieniędzy sprowadza się tutaj np. do dopisania zera na rachunku tegoż banku. To są pieniądze czysto wirtualne, które jednak - prędzej czy później - trafią do realnego obrotu. Możemy przypuszczać, co się stanie gdy podaż pieniądza wzrośnie tak skokowo? Prawdopodobnie również skokowo zwiększy się inflacja, być może zapanuje nawet hiperinflacja. Co do tego większość ekonomistów nie ma wątpliwości.
Ale chwila... Skoro będziemy mieli bardzo wysoką inflację, to realna wartość pieniądza będzie malała. A co jeżeli taki stan utrzyma się przez dłuższy czas? Przecież wiadomo, że oszczędzanie to proces długotrwały - nie możemy wykluczyć zawirowań na rynku w czasie jego trwania. A nie chcemy przecież doprowadzić, aby uzbierany milion wystarczył nam np. na kupno przeciętnego samochodu.
Jak sobie z tym poradzić?
Uzależnić swój cel od realiów panujących na rynku. Możemy uzależnić go od średniej pensji w Polsce (miłoby było gdybyśmy również wzięli pod uwagę ryzyko kursowe, jednak prawdopodonie oszczędzanie zakończy się po wejściu naszego kraju do strefy euro, więc pozbywamy się tego problemu). Możemy dążyć, aby nasze pieniądze wystaczyły na zakup np. 2 mieszkań 100-metrowych. Oczywiście nie po to, aby mieszkać w nich czy je wynajmować, ale po to, aby nie tracić powiązania z rynkiem. Można też utworzyć sobie cel nie związany bezpośrednio - tak jak ja - koszty studiowania będą uwzględniać wszystkie wątpliwości.
Jednak jeśli ktoś upiera się przy celu kwotowym, warto byłoby np. zwiększać cel co roku o panującą inflację, czy wprowadzić inne (bardziej skomplikowane) zabezpieczenia, które samemu wymyślimy. Np. część pieniędzy lokować w nieruchomościach, złocie itp. , a tylko do reszty doliczać inflację etc. Każdy sam musi nad tym pomyśleć.
Nie możemy nigdy doprowadzić do sytuacji, gdy nasze decyzje inwestycyjne, plany i strategie będą oderwane od rzeczywistości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Racja. Dobre wydają się na zabezpieczenie wszystkie inwestycje materialne. Pomyślę o tym. Dzięki za link.
OdpowiedzUsuń na zawsze