sobota, 28 marca 2009

Kolekcja = dopływ pieniędzy!

Często, gdy zaczynamy oszczędzać, porzucamy nasze hobby, bo „to strata pieniędzy” „mamy oszczedzać, a nie tracić kasę” itp. Wyprzedajemy nasze zbiory i jesteśmy zadowoleni, że już nic nam nie będzie przypominać o naszych pasjach. Ale dlaczego nie wykorzystać kolekcji jako stałego dopływu pieniędzy?

Jeżeli jesteśmy dość zaawansowanymi kolekcjonerami, to z pewnością znamy realia panujące na danym rynku. Często też znamy przybliżone ceny, popularność i rzadkość zbieranych przedmiotów. Więc dlaczego nie możemy tego wykorzystać?

Nierzadko są przedmioty, których ceny bardzo mocno się wahają w zależności od regionu, pory roku, czy też zamożności mieszkańców. Wiadomo, że najłatwiejszy zarobek osiągamy na różnicach cen. Można też kupować większe kolekcje, a następnie sprzedawać pojedynczo, czy też na odwrót! Wszystko zależy od specyfiki rynku. Np. monety z III RP osiągają najwyższe ceny, gdy są sprzedawane pojedynczo, natomiast monety PRLu najlepiej sprzedawać w większych zestawach. Przyznaję – nie wiem dokładnie jak wygląda rynek kart telefonicznych, zakrętek od butelek, czy innych rzeczy. A nie chcę wprowadzać w błąd. Zresztą: każdy kolekcjoner najlepiej wie, jak wygląda rynek danego produktu! Ciekawie o monetach i ogólnie pieniądzach możemy poczytać TU.

Jeśli jednak ktoś obawia się, że zapalenie kolekcjonerskie przeważy nad oszczędzaniem proponuję wprowadzić taką zasadę: Nowe przedmioty kupuję jedynie za pieniądze ze sprzedaży starych! W ten sposób nasze oszczędności na pewno się nie zmniejszą, a całość posiadanego majątku może się zwiększyć poprzez np. powiększanie kolekcji. Dla większych fanów zbieractwa: może warto by było zaliczyć kolekcjonowanie do „Funduszu rozrywkowego” ? Wtedy pieniądze wydawane na powiększanie zbiorów nie uszczupliłyby naszych oszczędności, a pieniądze z zysku moglibyśmy np. dzielić: 50% oszczędzamy, a 50% wydajemy na przyjemności innego rodzaju lub na powiększanie kolekcji.

Zapewniam, że zyski jakie możemy uzyskać na handlu są naprawdę imponujące. Znam osobę, która potrafi w ciągu miesiąca zarobić 500zł na wymianach pocztówkami! A mimo, że nie są to największe rynki, potrafił się odnaleźć! Fakt faktem, że konkurencja była słaba. Co innego tyczy się monet, czy znaczków (które są dużo bardziej popularne). Tu mamy do czynienia z dużo większym obrotem, jednak konkurencja też nie daje za wygraną. Wykorzystajmy to, że robimy to na czym się znamy i to co lubimy!

Zachęcam do zainteresowania się tym tematem, bo – jak już wcześniej pisałem – każdy dodatkowy dopływ gotówki jest mile widziany.

0 komentarze:

Prześlij komentarz